środa, 9 kwietnia 2014

Na poprawę humoru :-)

Za oknem leje, szaro, buro i zimno... To ma być wiosna?! Nie cierpię takiej pogody... brrr! Pewnie nie tylko ja, więc pokażę coś, co może poprawi Wam humor :-)
Moja starsza córka zapragnęła własnoręcznie wykonać prezent urodzinowy dla koleżanki. Czasu było mało, więc wpadłam na pomysł, że zrobimy breloczek. Wcześniej widziałam na Facebooku takie milusie cudeńka stworzone przez pewną Zakręconą przez krzyżyki. Poprosiłam o schemat, trochę córci pomogłam i spod naszych rąk wyszło takie małe dziełko :-)




Nie miałyśmy akcesoriów breloczkowych, więc wykombinowałam zawieszkę :-) I jak humorki? Kiedy ja na nią patrzę, od razu mi się gębula śmieje :-D A Wam?

niedziela, 23 marca 2014

Kiedyś, kiedyś....

Kiedyś pisałam  o różanej wymiance. Wspominałam też, że moje prace bardzo się podobały i parę osób zechciało je mieć :-) Pobawiłyśmy się więc w wymianki nieoficjalne, takie "po cichu" ;-) Zatem, zaraz po ukończeniu różanego etui, wzięłam się za etui na życzenie. Miało był w ulubionych kolorach Zamawiającej - żółci, zieleni... Na awersie pojawiły się słoneczniki:







Ja sobie zażyczyłam "babciną" chustę, co by mi w chłodne, zimowe wieczory spędzane przy robótkach, grzała plecki i ramionka. Chusta jest cudownie ciepła, mięciutka i do tego, w moim ulubionym kolorze :-D



O wiele, wiele dłużej, bo ponad rok, na spełnienie czekała druga wymianka. Muszę się przyznać, ze łzami wstydu w oczach, że ta ogromna zwłoka była tylko i wyłącznie moją winą. A Madzia, bez słowa skargi, cierpliwie czekała. Jednak w końcu się zawzięłam (sumienie mnie tak gryzło, że już po nocach nie mogłam spać) i dokonałam dzieła. Żeby wynagrodzić Madzi długaśne oczekiwanie, zamiast jednej zakładki, wykonałam trzy:








Na zdjęciach widać, jaką skromną "kolekcją" szydełek dysponuję :-( Ale mam nadzieję, że za niedługo się to zmieni, przecież Dzień Matki się zbliża ;-)












Madzia obdarowała mnie po prostu przepiękną! serwetą. Jestem pod wielkim wrażeniem, nie wiem, czy te moje wypociny są warte takiego cuda... Nie wiem, kto lepiej na tej wymiance wyszedł ;-)






Z kolorem na tych zdjęciach to jak w kalejdoskopie... Na każdym inny... Ale zapewniam z ręką na sercu, że to piękny odcień szarości, kolejnego koloru, który kocham :-)

Oj wstyd, wstyd...

Pomagier Świętego Mikołaja się nie spisał i chyba mu baaaardzo wstyd, bo tak długo się na blogu nie pokazywał! 

A tak na poważnie - plany były wielkie, a wyszło tak jak zwykle... Przed Świętami dopadło mnie choróbsko i uniemożliwiło zróżnicowaną twórczość. Zatem linię produkcyjną u Mikołaja opanowały kaptury, bo tylko to byłam w stanie robić. Reszta planów nadal leży odłogiem, bo w międzyczasie inne wyzwania trzeba było podjąć. Sporo się działo :-)









Oczywiście, jak to zwykle u mnie bywa, niektórym kapturom zapomniałam zrobić fotki :-( Została mi po nich tylko włóczka, więc dołączam zdjęcie poglądowe :-)


W tej jasnej się zakochałam... Jest całkiem inna od jej koleżanek, mięciuteńka w dotyku, przytulaśna... Już sobie zaplanowałam, że w sezonie jesiennym zrobię sobie coś i dla siebie z tego cudeńka.

piątek, 13 grudnia 2013

Karczochowo i sweetaśnie :-)

W Gwiazdkowej Fabryce praca wre, więc nie bardzo jest czas na wpisy, ale pewnych rzeczy nie można trzymać długo w ukryciu :-) 
Pewnego grudniowego dnia przyszła paczka. Moja ukochana Siostrzyczka ją przysłała. Co w niej było? A, bombeczki :-) Zrobione własnoręcznie przez Siostrę, która twierdzi, że ma dwie lewe ręce... Karczochowe przeznaczone były na kiermasz szkolny, sweetaśne jako prezent imieninowy dla mojej starszej pociechy :-)
Musiałam się nimi pochwalić, bo jest czym :-)
Karczochowe są śliczne, ale w sweetaśnych się po prostu zakochałam!



Karczochowe :-)





Sweetaśne :-D

 No i co? Ma dziewczyna talent, czyż nie? Wiadomo po kim ;-)




czwartek, 5 grudnia 2013

Pomagier Świętego Mikołaja

Święta za pasem.... I choć prezenty nie są w nich najważniejsze, to stanowią wyraz radości płynącej z faktu narodzin Bożego Syna, a którą chcemy się podzielić z bliskimi. Z racji tego, iż Święty Mikołaj ma w tym czasie mnóstwo roboty i po prostu nie ma czasu na rękodzielnicze prezenty, zatrudniłam się u niego na stanowisku pomagiera :-) Trochę do zrobienia jest... Nie mogę zdradzić szczegółów, bo niektóre zainteresowane osoby zaglądają tu od czasu do czasu :-D Ale w odpowiedniej  chwili nie omieszkam pokazać tu wszystkiego, co się da :-)
Zatem, uroczyście oświadczam, iż w moim domu rozpoczyna działalność świąteczna fabryka prezentów!
Ale będzie bałagan.... :-D

poniedziałek, 2 grudnia 2013

Nie tylko na łące...

...rosną maki. Na mojej ścianie też ;-)
Żeby nie zwariować w trakcie produkcji seryjnej kapturów, wymyśliłam sobie upiększanie mieszkania. Postanowiłam poddać metamorfozie ścianę, która będąc narażoną na nieustanne kontakty z żelazkiem, już w bardzo krótkim czasie po remoncie dorobiła się dołeczków (w tym przypadku jednak niezbyt urodziwych) i obtłuczeń. Dodatkowo, po gruntowaniu, pojawiły się efektowne zacieki :-)


Przed eksperymentami malarskimi :-)

Wybrałam się do sklepu po farby i po raz kolejny w swoim życiu przekonałam się, że za głupotą chyba stałam w kolejce, a nie za rozumem. Wyrzuciłam stare puszki po farbie, a nie spisałam numeru koloru! Na oko, to można sobie cienie nakładać, a nie farbę kupować... Córka od razu mówiła, że nie taki odcień wybrałam, ja jednak byłam przekonana, że mam dobre oczy :-D Oj, myliłam się i ten błąd kosztował mnie trochę więcej pracy i pieniędzy. W końcu jednak ściana zaczęła nabierać wyglądu...




Eksperymentów ciąg dalszy...

...by wreszcie osiągnąć zamierzony efekt! Na naszej ścianie wyrosły maki :-)





Metamorfoza zakończona :-)

Fotograf ze mnie marny... Nie wiem, czy do końca udało mi się uchwycić fakt, że bejca, którą pokryta jest ściana ma kolor srebrno-złoty. W każdym razie ma :-)