sobota, 2 listopada 2013

Prawie jak w Sherwood :-)

Nie cierpię czapek. Już kilka razy próbowałam się do nich przekonać, ale każdy kolejny zakup i tak lądował w najciemniejszym kącie szafy. Ale chodzenie bez czapki wcale nie jest przyjemne, zwłaszcza, gdy na dworze wiatr i minusiki szaleją. Jak raz już mnie tak porządnie przewiało, to zachciało mi się mieć cosik ciepłego na głowę. Na raverly.com znalazłam wzór na świetny kaptur. To był strzał w dziesiątkę! A kiedy zaczęłam dziergać, córcie mi pozazdrościły, więc powstały trzy kapturki. 
Teraz w naszym domu jest prawie tak,  jak w lesie Robin Hooda ;-) 

Ten kapturek jest mój, ale ja się na modelkę nie nadaję :-) Klisza pęka ;-)







Modelkami są, oczywiście, moje kochane pociechy :-)

Money, money, money...

Co roku, w szkole mojej młodszej pociechy, jest konkurs na ręcznie wykonaną skarbonkę. Oczywiście, dziecko ma bardzo ambitną mamę, która zawsze wymyśli projekt czaso i pracochłonny, nad którym siedzi po nocach...
W tym roku wymyśliłam i wykleiłam... pięć złotych :-)











Zdjęcia nie są najlepsze, ale robiłam je po nieprzespanej nocy, nie miałam już sił na inną twórczość, a córcia zabierała skarbonkę do szkoły... 

poniedziałek, 28 października 2013

Kartka dla Oliwki

Wczoraj były urodziny Oliwki Gandeckiej, dziewczynki chorej na białaczkę. O tej akcji dowiedziałam się z Facebooka - marzeniem Oliwki było dostać kartki urodzinowe z zagranicy. Wprawdzie moja była z Polski, ale wykonana własnoręcznie ;-)





Powrót?

Pffff, ale tu kurzu!!!! Dawno tu  nie zaglądałam... Ale znam siebie bardzo dobrze, brak systematyczności to moja główna wada, niestety. Tak samo jest z robótkami, tworzę, tworzę, a potem - ciach i jakoś wena i chęci znikają. Ale ostatnimi czasy znów mnie dopadła twórczość i ogromna chętka, by tu wrócić i dzielić się tym, co z tego wynikło. Przy okazji postanowiłam zmienić wygląd bloga, by był taki bardziej mój :-) Adres też zmieniłam, więc może być tak, że moi Obserwatorzy już mnie nie znajdą... Mam mocne postanowienie, by bywać tu częściej... Więc jeśli ktoś tu jeszcze zagląda - witam z powrotem!

czwartek, 24 listopada 2011

Nie wytrzymałam...

... długo bez robótek. Mam już zaczęte trzy dziełka i nie wiem, jak to ogarnąć, żeby je skończyć. Zdjęcia pokażę trochę później, bo aparat mam w pracy, a robótki w domu. Moje pracki na wymiankę u Maranty znalazły uznanie wśród wielu osób. Mam już zamówienia na etui na szydełka i serduszka z motywem świątecznym... Córcia zamówiła jeszcze cosik na szkolny kiermasz ozdób świątecznych. A tu remont skończony, przeprowadzać się czas... Nareszcie!!! Ale kiedy ja to wszystko zrobię?!

sobota, 12 listopada 2011

Dołek

Chwilowo odpoczywam od robótek ręcznych. Wymianka u Maranty troszeczkę mnie wyczerpała - moje prace powstają w niezbyt zawrotnym tempie, więc po nocach siedziałam, żeby wyrobić się na czas. Nie narzekam, już taka jestem, że wszystko robię na ostatnią chwilę... Odpoczywam, ale już w myślach wybieram materiały do kolejnej pracy :-) Jak tylko przyjdzie zamówiona w internecie kanwa, znów zabieram się za krzyżyki. A na razie maltretuję swoje palce ucząc się gry na gitarze. Powoli mi to idzie, ale zawzięłam się i ćwiczę codziennie. Z lekcji na lekcję coraz bardziej tracę czucie w opuszkach palców ;-)
Załapałam doła. W moim mieszkaniu trwa generalny remont, który już w zeszłym tygodniu miał się skończyć i już dzisiaj miał być wielki come back do całkowicie odmienionego lokum. A dziś się okazało, że mimo, iż prac niewiele do zrobienia zostało, to jeszcze tydzień trzeba będzie czekać, by wrócić do siebie. A tak się cieszyłam, że już nie będę musiała znosić humorów teściowej, u której mam "przyjemność" wegetować od półtora miesiąca... Nawet mój mąż od niej ucieka w tygodniową delegację. Ja, niestety, zostaję :-(

środa, 9 listopada 2011

W końcu!

Nadejszła wiekopomna chwila, kiedy w końcu mogę pokazać prezenty od Madzi, otrzymane w wymiance na forum Maranciaków. Kolory są trochę przekłamane, ale to wina aparatu, nie fotografa ;-) W rzeczywistości kolorki są trochę żywsze, a szary jest jaśniejszy. Proszę podziwiać i zazdrościć ;-)





W etui zakochałam się bez pamięci :-D Akurat kupiłam sobie nowy telefon i martwiłam się, że szybko go zmaltretuję - bo ja tak mam, niestety. A tu niespodzianka, nowy telefonik ma piękne ubranko, cieplutkie i bezpieczne! Torba to również obiekt moich zachwytów. Położyłam ją sobie na półeczce pod ladą w pracy i cały czas mam ją na oku ;-) A kiedy trzeba wyskoczyć do miasta, coś załatwić, jest nieoceniona - już nic nie muszę nosić w rękach! Nie mogłam sobie wymarzyć lepszego prezentu :-) 
Serwetka na zdjęciu wyszła trochę krzywo i to już wina fotografa, nie aparatu ;-) Jedynie dla niej nie znalazłam jeszcze zastosowania :-( Ale myślę, że w pięknie wyremontowanym mieszkaniu (już niedługo, jupiii!!!) na pewno znajdzie swoje miejsce.
W paczuszce była jeszcze czekolada, różana saszetka zapachowa i malutki woreczek z potpourri. Nie pokażę Wam tego, niestety, bo czekolada już zjedzona a saszetki napełniają zapachem pudełka z moimi przydasiami.
Mało brakowało, by prezenty, zrobione przecież specjalnie dla mnie, szybko zmieniły właściciela. Jedna córa upatrzyła sobie siateczkę, druga etui. Jedynym wyjściem, aby odzyskać swoje własne cuda była obietnica, że wydziergam im takie na Gwiazdkę. A i jeszcze Ciocia się przymilała o pokrowiec na telefon... I znów nie będę spać po nocach....