Aparat tak się wzruszył tą siostrzaną miłością, że aż zapomniał wyostrzyć zdjęcie ;-)
Etykiety
- Przedmieścia (2)
- ulica GaduGadu (12)
- ulica Krawiecka (2)
- ulica Krzyżykowa (5)
- ulica Matematyczna (4)
- ulica Metamorfozy (1)
- ulica Szydełkowa (8)
poniedziałek, 26 maja 2014
Lolly ma siostrzyczkę :-) Poznajcie Polly!
Niedawno pisałam o lali szydełkowej wzorowanej na Lalaloopsy. Tak, tak, mowa o Lolly :-D Laleczka miała być prezentem dla córci Koleżanki, a że córcie są dwie, należało stworzyć dwie lale. Niestety, czasu było mało, zatem siostra Lolly została uszyta na maszynie. Na imię ma Polly :-)
środa, 7 maja 2014
Przedstawiam Lolly :-)
Na Facebooku poznałam wspaniałą kobietkę, która jest mistrzynią szydełka. Marzena Makowska-Gajda, o Tobie mowa :-) Pierwszą Jej pracą, jaką zobaczyłam, była lala z serii Lalaloopsy. Od razu obudziło się we mnie pragnienie, by taką zrobić :-) A że u mnie najczęściej powstaje coś "z okazji", więc szybko wymyśliłam sobie powód ;-) Wybierałam się do koleżanki, która ma dwie córcie - postanowiłam je obdarować własnoręcznie wykonanymi lalami. Oczywiście, jak to u mnie zwykle bywa, czas wykonania był sporo dłuższy, niż zakładałam, dlatego też udało mi się zrobić tylko jedną lalę. Niestety, wizyta nie doszła do skutku, zatem Lalaloopsy pomieszka jeszcze trochę z nami... Odwiedziny odwlekły się w czasie i tutaj pozytyw - może uda mi się wydziergać drugą :-D Bo na pewno na jednej się nie skończy :-) Tak, jak plastikowe w ogóle do mnie nie przemawiają, tak w szydełkowych Lalaloopsy się zakochałam i chce mi się ogromnie zrobić ich więcej!
Ale dosyć gadania, poznajcie Lolly :-)
Lolly jest ciekawska, zachciało się jej poznać okolice, w których mieszka :-) Bardzo jej się podobało i zażyczyła sobie sesję zdjęciową w plenerze :-D
Wraz z Lolly startujemy w konkursie organizowanym przez Marzenę, na szydełkową Lalaloopsy. Ciekawe, czy mamy szansę na wygraną?
środa, 9 kwietnia 2014
Na poprawę humoru :-)
Za oknem leje, szaro, buro i zimno... To ma być wiosna?! Nie cierpię takiej pogody... brrr! Pewnie nie tylko ja, więc pokażę coś, co może poprawi Wam humor :-)
Moja starsza córka zapragnęła własnoręcznie wykonać prezent urodzinowy dla koleżanki. Czasu było mało, więc wpadłam na pomysł, że zrobimy breloczek. Wcześniej widziałam na Facebooku takie milusie cudeńka stworzone przez pewną Zakręconą przez krzyżyki. Poprosiłam o schemat, trochę córci pomogłam i spod naszych rąk wyszło takie małe dziełko :-)
Moja starsza córka zapragnęła własnoręcznie wykonać prezent urodzinowy dla koleżanki. Czasu było mało, więc wpadłam na pomysł, że zrobimy breloczek. Wcześniej widziałam na Facebooku takie milusie cudeńka stworzone przez pewną Zakręconą przez krzyżyki. Poprosiłam o schemat, trochę córci pomogłam i spod naszych rąk wyszło takie małe dziełko :-)
Nie miałyśmy akcesoriów breloczkowych, więc wykombinowałam zawieszkę :-) I jak humorki? Kiedy ja na nią patrzę, od razu mi się gębula śmieje :-D A Wam?
niedziela, 23 marca 2014
Kiedyś, kiedyś....
Kiedyś pisałam o różanej wymiance. Wspominałam też, że moje prace bardzo się podobały i parę osób zechciało je mieć :-) Pobawiłyśmy się więc w wymianki nieoficjalne, takie "po cichu" ;-) Zatem, zaraz po ukończeniu różanego etui, wzięłam się za etui na życzenie. Miało był w ulubionych kolorach Zamawiającej - żółci, zieleni... Na awersie pojawiły się słoneczniki:
Ja sobie zażyczyłam "babciną" chustę, co by mi w chłodne, zimowe wieczory spędzane przy robótkach, grzała plecki i ramionka. Chusta jest cudownie ciepła, mięciutka i do tego, w moim ulubionym kolorze :-D
O wiele, wiele dłużej, bo ponad rok, na spełnienie czekała druga wymianka. Muszę się przyznać, ze łzami wstydu w oczach, że ta ogromna zwłoka była tylko i wyłącznie moją winą. A Madzia, bez słowa skargi, cierpliwie czekała. Jednak w końcu się zawzięłam (sumienie mnie tak gryzło, że już po nocach nie mogłam spać) i dokonałam dzieła. Żeby wynagrodzić Madzi długaśne oczekiwanie, zamiast jednej zakładki, wykonałam trzy:
Na zdjęciach widać, jaką skromną "kolekcją" szydełek dysponuję :-( Ale mam nadzieję, że za niedługo się to zmieni, przecież Dzień Matki się zbliża ;-)
Madzia obdarowała mnie po prostu przepiękną! serwetą. Jestem pod wielkim wrażeniem, nie wiem, czy te moje wypociny są warte takiego cuda... Nie wiem, kto lepiej na tej wymiance wyszedł ;-)
Z kolorem na tych zdjęciach to jak w kalejdoskopie... Na każdym inny... Ale zapewniam z ręką na sercu, że to piękny odcień szarości, kolejnego koloru, który kocham :-)
Oj wstyd, wstyd...
Pomagier Świętego Mikołaja się nie spisał i chyba mu baaaardzo wstyd, bo tak długo się na blogu nie pokazywał!
A tak na poważnie - plany były wielkie, a wyszło tak jak zwykle... Przed Świętami dopadło mnie choróbsko i uniemożliwiło zróżnicowaną twórczość. Zatem linię produkcyjną u Mikołaja opanowały kaptury, bo tylko to byłam w stanie robić. Reszta planów nadal leży odłogiem, bo w międzyczasie inne wyzwania trzeba było podjąć. Sporo się działo :-)
Oczywiście, jak to zwykle u mnie bywa, niektórym kapturom zapomniałam zrobić fotki :-( Została mi po nich tylko włóczka, więc dołączam zdjęcie poglądowe :-)
W tej jasnej się zakochałam... Jest całkiem inna od jej koleżanek, mięciuteńka w dotyku, przytulaśna... Już sobie zaplanowałam, że w sezonie jesiennym zrobię sobie coś i dla siebie z tego cudeńka.
piątek, 13 grudnia 2013
Karczochowo i sweetaśnie :-)
W Gwiazdkowej Fabryce praca wre, więc nie bardzo jest czas na wpisy, ale pewnych rzeczy nie można trzymać długo w ukryciu :-)
Pewnego grudniowego dnia przyszła paczka. Moja ukochana Siostrzyczka ją przysłała. Co w niej było? A, bombeczki :-) Zrobione własnoręcznie przez Siostrę, która twierdzi, że ma dwie lewe ręce... Karczochowe przeznaczone były na kiermasz szkolny, sweetaśne jako prezent imieninowy dla mojej starszej pociechy :-)
Musiałam się nimi pochwalić, bo jest czym :-)
Karczochowe są śliczne, ale w sweetaśnych się po prostu zakochałam!
Musiałam się nimi pochwalić, bo jest czym :-)
Karczochowe są śliczne, ale w sweetaśnych się po prostu zakochałam!
| Karczochowe :-) |
Subskrybuj:
Posty (Atom)

